poniedziałek, 16 stycznia 2012

Niespodzianka z fast foodem w tle.

Czasem mam chwilowe przebłyski geniuszu, dzięki którym poprawiam swój marny los. 
Błysnęło mi dziś rano i przed wyjazdem do Sądu do Opola  postanowiłam tam zadzwonić z niewinnym pytaniem, czy wyznaczona kilka tygodni temu na dzień dzisiejszy rozprawa odbędzie się planowo- moje długoletnie doświadczenie nauczyło mnie jednego - im dalej od Krakowa, im bardziej męcząca podróż, tym większe prawdopodobieństwo, że Sąd spotka plaga szerszeni, sędzia nagle zachoruje, ktoś zadzwoni z informacją o bombie, albo po prostu ot, tak. 
Ale rześki głos pani sekretarki nie widział przeciwwskazań do mojego przyjazdu, ruszyłam więc z pieśnią Stinga na ustach CD i nadzieją na sukces.
Rozprawa nie odbyła się z powodów od Sądu niezależnych, a będących wyłącznie nędzną sprawką mojego przeciwnika procesowego, usiłującego tym nikczemnym sposobem odroczyć nieuchronną dla niego klęskę.
Nie zdziwiłam się więc specjalnie, wiadomo że w życiu mam pecha. 
Ale byłam zła, oj zła. Bardzo, bardzo zła. 
Tak zła, że jeszcze dłuuuugo za Opolem nadawałam koleżance vulgaris_aurorze do telefonu o moim nieszczęściu, bo jazda po autostradzie w padającym śniegu szczęściem wszak nie jest.
W pewnym momencie zamajaczył mi za brudną szybą auta,  długo już pozbawioną przyjemności pieszczoty płynem do spryskiwacza- szyld KFC.
Zapragnęłam ukojenia w postaci kawy i ciągle gadając  zaparkowałam, kątem oka rejestrując parkującego obok Lexusa, a tylko dlatego, że zwrócił moją uwagę nadmiernie ekspresyjny facet w środku- uśmiechał się, puszczał oko, machał, robił wokół siebie dużo ruchu skierowanego w moim kierunku.
Zdążyłam aurorze przekazać, że atakuje mnie jakiś maniak, że jestem na parkingu pod KFC między Opolem a Gliwicami, jakby co ma wezwać Policję (a facet już pukał w okienko), gdy... z bliska wydał mi się podejrzanie i trochę jakby znajomy, wysiadłam i ... zanim zaczęłam krzyczeć i kopać go w miejsca wrażliwe, wpadłam mu w ramiona.
Jaką frajdą jest spotkanie nie widzianego trzynaście  lat dawnego kolegi z LO.
Zmienił się, ale to nieistotne- istotniejsze wszak jest to, że według niego nie zmieniłam się ja, co oczywiście niezwykle pogłaskało moją próżność, wypychając moje zmarszczki do góry i jakoś w zapomnienie spychając żałosny pierwotny sądowy powód mojej wizyty w KFC.
Spędziliśmy na kawie i gliniastej bule z grilowanym kurczakiem przemiłą godzinę.
Gadka-szmatka, mnóstwo tematów, wymiana telefonów, umówienie się na wieczór w Krakowie, celem obejrzenia tego co udało mi się zrobić z zapyziałego strychu, wieczorne obejrzenie, ach, ach, och, och, pękałam z dumy, niech pierwszy rzuci cegłą z zaprawą ten, kto nie lubi być chwalony, spieprzony dzień zakończył się słodko i...
... i czy nie są to igraszki losu? 
Mieszkamy 300 km od siebie, nie widzieliśmy się 13-cie  lat, żadne z nas nie lubi KFC, każdego tknął impuls,  by właśnie tam zjechać z autostrady, zaparkowaliśmy auta obok siebie w tym samym momencie, on myślał o kupnie strychu w Krakowie, ale nie miał pojęcia jak się do tego zabrać, spotkał mnie, pogadaliśmy  i  teraz już wie!
A byliśmy tylko pionkami w grze szczegółowo zaplanowanej przez los.
Li.

11 komentarze:

  1. Szkoda, że nie ma znaków graficznych oddających te piski, które z siebie wydobyłaś... przed i po... rozpoznaniu kolegi:D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. ojtam zaraz piski! Po prostu najpierw okrzyk strachu (delikatnie wibrujący), a potem okrzyk niedowierzania (z nutą radości;-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. No i mamy bardzo obrazowy opis owych pisków. Bez graficznych znaków :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. SERENDIPITY :D pieknie, uwielbiam takie wydarzenia :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. ja też święcie wierzę w igraszki losu:-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. No! Ludzie mają szczęście do różnych rzeczy, a ty masz szczęście do... szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Całe zycie składa się z przypadków, a my po nich drepczemy. Dobrze,że tym razem to był miły przypadek.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. "Przestrzeń w palcach przypadku
    rozwija się i zwija,
    rozszerza i kurczy.
    (…)
    Przypadek obraca w rękach kalejdoskop.
    Migocą w nim miliardy kolorowych szkiełek.
    I raptem szkiełko Jasia
    brzdęk o szkiełko Małgosi." (Wisława Szymborska, Seans)
    Li, w taki sam przypadkowy sposób poznałam moją wielką, jesienną miłość. Nie to, że ja prorok jaki i przyszłość ci przepowiadam. Po prostu - przypadki mogą mieć piękny ciąg dalszy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. jak zwykle poszczujesz nas kolegą z LO....i tak jak nie dokończyłaś opowieści z panem z banku, tak mam wielką nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi ;-)))
    elw

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. kolega szczęśliwie żonaty:) Pozostaje czysta i niewinna wzajemna sympatia.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Włoch zasiadł do kompa i "przeleciał" nie dość, że po komciach, to po blogach ościennych... zatem ,że zajrzał do Ciebie , to żadna rewelacja :D ... o tych rakowych rozważaniach przeczytał,to mi objaśnił o co w tym raku chodzi tak na chłopski rozum...no i rozum hipochondryka czyli mła :D ... nie na darmo był wykładowcą w Krakowie na Studium Medycznym :D

    pominę część mądralińską...ale kiedy poprosiłam, żeby tak po mojemu, to powiedział:

    jesteśmy jak taka wielka wanna z wodą i w tej wannie są już mydliny które łapią brud z naszego ciała i dolewając więcej mydlin nie spowodujemy, że będziemy bardziej czyści, bo roztwór będzie już nasycony…ale gdy będziemy w stanie odciągnąc wszystkie te mydliny które nasyciły się tłuszczem i brudem w postaci stałej, zrobimy miejsce dla mydlin które będą mogly wchłonąć kolejne nieczystości, podobnie naukowcy wykonali doświadczenie odciągają zuzyte komorki nei mające możliwości rozmnażania się…spowodowalo to możliwość rozwoju nowych komórek i regeneracji organizmu a co za tym idzie odmlodzenia tkanek... komórki rakowe biorą się z niedoboru mechanizmow obronnych ponieważ liczba komórek lub krwinek jest tak duża, że nie ma miejca na rozmnażanie się komórek odpowiadających za system obronny organizmu

    i tak to przez przypadek uczestniczyłam w sympozjum...teraz nie dziwota, że jak przywoził do domu prace semestralne do oceny, na każdej z boku były serduszka, kwiatuszki, albo co tam jeszcze :D ...ale o czym to ja chciałam
    ....aha! Li!, tak sobie pomyślałam, że może zaagitujesz do glosowania na urdena? Twoi komentatorzy za Tobą w ogień pójdą przesz... miałam do Ciebie maila wysłać, żeby Cię burki nie obszczekały w razie czego, ale pretekst do obszczekania i tak sie znajdzie bez względu na :)

    pstro

    jak SE pomyślę, ze takiego komcia dałam, to aż sama się zastanawiam, czy czasem się pode mnie ktoś nie podszył :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze