niedziela, 30 września 2012

Bardzo, bardzo długa grafomańska notka;-)

Przespałam 20 godzin.
Sponiewierana przez koszmarny ból głowy i ciśnienie odbierające mi jakąkolwiek chęć do życia (co oczywiście ściśle związane jest z notoryjnym  faktem, że ciągle wypieram z siebie obowiązek codziennego brania leków i biorę je w kratkę, ale koniec z tym, koniec!) przeleżałam wczoraj w łóżku,  ni to we śnie, ni to w czuwaniu-rzyganiu cały dzień. 
Ulgę przyniosła mi dopiero noc, bo zasnęłam bez pamięci i snów. 
Teraz jest ok, piję bezkofeinową (tfu!) kawę, leki już we mnie działają, ciśnienie prawie w normie, mogę zająć się odpoczywaniem w pigułce- bo straconych dni, nie odda mi nikt.
Szlag mnie trafia, że zawsze choruję w weekendy, gdy jestem rozluźniona i bez codziennej adrenaliny, ze mną to zawsze musi być coś nie tak, bo komu oprócz mnie nie służy dolce far niente?
Codzienny stres, obecne problemy, wiejący halny i  złe słowa plątające się po innych blogach na mój temat, to  toksyczna mieszanka, od wyziewów której padają nawet osty, a co dopiero ja.
Bo to nie jest tak, że dobre słowa zrównoważą złe- dobre otulają, łechtają, miło głaszczą, cieszą, nie zostawiają śladów na ciele i siedzą sobie ciepło w sercu, gotowe do wyfrunięcia dalej w świat, a złe wchodzą w najgłębsze pokłady wrażliwości, zapadają tak głęboko, że nie da się ich wydobyć, kłują, dokuczają, są jak powoli rozkładająca się trucizna, więc bolą, zwyczajnie bolą. 
Można zagłuszyć ten ból wytoczeniem bitwy, zebraniem sojuszników, wywaleniem jeszcze większych, zanurzonych w trutce słów, można stracić wszelkie hamulce, można dostarczyć uciechy gawiedzi, można podnieść sobie znacząco statystyki na blogu, bo nic tak nie przyciąga ludzi jak kolejna bitwa, można dowalać, kopać, wyśmiewać, upokarzać i ranić. Można? Można.
Nie zrobię tego jednak. 
Nie tylko dlatego, że prosiła mnie o to panistarsza-Kinga, kobieta, do której mam bardzo wiele szacunku i ogromnej sympatii. 
Nie zrobię tego, bo mam w sobie nadmiernie niestety rozwinięte poczucie sprawiedliwości i na podstawie subiektywnego, płytkiego przekonania, wywołanego przeczytanym zbiorem  słów nie feruję wyroków, choć dopuszczając do głosu najbardziej prymitywne instynkty mam ochotę zabić,
w  myśl zasady oko za oko, ząb za ząb. 
Wchodząc na wyższy poziom rozwoju wiem jednak, że same słowa to za mało, by na ich podstawie oskarżyć człowieka.
Bo trzeba ocenić, jaki cel miały słowa?
Jakie za nimi miały iść czyny?
Do czego miały zmobilizować?
Do czego porwać?
Jakie wzbudzić uczucia? 
W ludziach zanika podstawowa umiejętność- czytanie ze zrozumieniem.
Ślizgają się wzrokiem pod wierzchniej warstwie słów i wydaje im się, że złapali sens zdania.
A kuku! Tak jest może w komiksie z obrazkami.

Postanowiłam więc wybaczyć  tym, którzy mnie opluli.

Wynika to u nich jedynie z niezrozumienia, z pójścia za stadem, z chwilowej satysfakcji dokopania komuś, kogo się nie lubi- bo oczywiście kwestia lubienia czy nie lubienia została rozwiązana li i jedynie na podstawie słów napisanych na tym blogu.
Na tym kończę moją przydługą wypowiedź, dla niektórych zapewne grafomańską (tja.., bo o tym też była mowa, ale czyż nie wiadomo powszechnie, że moją idolką jest Mniszkówna?) skończyła mi się kawa, a coś czuję, że wzrasta poziom irytacji- dziś nie mogę do tego dopuścić!
In fine chciałam napisać tylko jedno- Ci, którzy mnie przeczytali ze zrozumieniem i wdrożyli moje słowa w czyn są cudowni, wspaniali, hojni, niezwykli, ciepli, empatyczni, wrażliwi,  kochani i to jest moim/naszym/Chustki  zwycięstwem! 
Li.

PS. Wprowadzam zakaz negatywnych komentarzy. I pyskówek. Będę kasować. 
Kochajmy się! :)



68 komentarzy:

  1. Jesteś masochistką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę? bo wybaczam między innymi Tobie?

      Usuń
    2. Bo taplasz się w tym jak... świnka w błocie. W jakim celu? Spać po tym na pewno lepiej nie będziesz.
      BTW, co mi wybaczyłaś? Że mam własne zdanie, które w możliwie najdelikatniejszy sposób wyraziłam?

      Usuń
    3. salma, nie wyraziłaś w sposób delikatny i trzeba było napisać to u mnie. Po co tu włazisz? Po co mnie czytasz?
      Nie poważam osób o kilku obliczach.
      Żegnam.

      Usuń
    4. i nie taplam się w tym, tylko nie zostawiam nie załatwionych spraw. Nie zamiatam pod dywan, tylko czekam.
      Teraz właśnie nadszedł czas na ostatecznie zamknięcie sprawy.

      Usuń
    5. "Delikatny", tak, pojęcie względne...
      Pisałam u Ciebie, a jakże, chyba przeoczyłaś. Albo skasowałaś.
      Lubię Twoje "normalne" wpisy, dlatego tu wchodzę. Takie jak ten dzisiaj, gdzie użalasz się nad sobą po raz -enty wchodząc w rolę ofiary i podkreślając jaka to jesteś ponad to wszystko, bo wybaczyłaś (wybaczyłaś? wątpię) - tego u Li nie trawię.

      Usuń
    6. W rolę ofiary? Nigdy w życiu nie byłam ofiarą.
      Z czego wniosek, że nadal nie rozumiesz.

      Usuń
    7. Kto ma oczy ten widzi.

      Usuń
    8. tak, widzi co chce zobaczyć. Żegnam.

      Usuń
    9. O matko, salma... czy Li to jakas św Teresa jest żeby wszystkim wybaczac? ja tam nie jestem.A Ty kim jesteś, zeby Ją rozliczać?... i Li kochana- nie wybaczaj, bo wiedza co czynią i czynia z rozmysłem żeby bolało...błe

      Usuń
  2. Współczuję tych bólów głowy, bo też tak mam;/
    Wiem,że łatwo mówić,żeby się nie przejmować głupimi komentarzami, bo zdaję sobie sprawę,że to trudne.
    Podoba mi się Twoje podejście do tego wszystkiego:)
    Życzę dobrej niedzieli, spokoju i tylko mądrych komentarzy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudne, ale da się to przeżyć używając rozumu:)

      Usuń
    2. Li, samych przyjemnych chwil Ci życzę... Kończę piec chlebek, pyszny i zdrowy :)

      Usuń
    3. daj przepis! właśnie postanowiłam zacząć piec chleb!

      Usuń
    4. wyślę Ci na priva, a zakwas masz?

      Usuń
    5. a z czego się robi? napisz mi!

      Usuń
    6. Melduję, że wysłałam na @.

      Usuń
  3. Moja droga, zaniechaj jałowyh, do niczego nie prowadzących dyskusji z osobami, które w innych miejscach są niczym ten plaster miodu, a tu u Ciebie żądlą. Szkoda prądu na te wszystkie ulubienice tłumów i ozdoby sypialni ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochajmy się! :)
    Pod "normalnymi" notkami salma nie zostawia komentarzy, muszę więc czasem pisać "nienormalne", być dać jej szansę zaistnieć:)
    Wszystko li i jedynie z miłości do czytelnika:)
    Kochajmy się więc! Kochajmy! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Li, ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mam parcia na wirtualne zaistnienie :). Zresztą, to chyba nie miejsce, w którym jest jakakolwiek szansa na zaistnienie :). Ani Ty Mucha ani Tuskówna, ruch taki se, ot zwykły milusi blożek ;).
      "Normalne" wpisy są do czytania, nie do komentowania. Komentować nie ma tam czego.
      Można przesyłać buziaczki, przytulaski, poklepać po pleckach, względnie poużalać się - ale to nie moja bajka. O! O kotach to mogę pogadać. Względnie o górach lub książkach.

      Usuń
    2. Droga salmo, żegnam. Skoro nie przemawiają do Ciebie żadne inne argumenty, to napiszę wprost: jesteś dla mnie za głupia.
      Tym samym zostajesz wyprowadzona siłą z tego "milusiego blożka".
      Wiele jestem w stanie wybaczyć, ale nie cierpię głupich, plotkarskich bab.
      Mam jeszcze ostrzej? Czy już zrozumiałaś, że nie interesuje mnie wirtualne zaistnienie wśród Tobie podobnych?
      Że nie interesuje mnie tania popularność oparta li i jedynie o niezdrową ciekawość blogowej gawiedzi?
      Po raz kolejny żegnam, nigdy nie budziłaś mojej sympatii, ale teraz budzisz wyłącznie wstręt.


      Usuń
  5. spuśmy zatem zasłonę milczenia i zapomnienia na czyny ich i osoby.

    (a jeśli to będzie dodatkowo stara zapchlona, zakurzona kotara, tym przyjemniej). Nam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, niniejszym spuściłam.
      Może bez pcheł, bo wiesz- mam psa, koty...:)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Aniu, to najlepszy komentarz napisany na tym blogu :DD

      Usuń
    2. umiem jeszcze krócej
      na ten przykład:
      ¨

      Usuń
    3. zorka Cię przebija swoją . :D

      Usuń
    4. bo Zorka w ogole przebija
      :D

      Usuń
  7. Chorowanie w weekendy, zaraz na początku urlopu, albo kiedy jest już po tzw. "wszystkim" - też to znam i podobno tak to bywa, że adrenalina nas nosi, spinamy się i dajemy radę "mimo wszystko", a kiedy się rozluźniamy stres nas dopada - podobno standard, chociaż przyznam nieprzyjemny. Czym się. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czymam się, najgorsze czyli wolna sobotą już za mną :(

      Usuń
    2. prawda to! acz nie wiem, czy przez ostatnie dni nie szaleje coś 'w powietrzu', mnie ścięło z nóg na cały piątek, ból głowy był nie do wytrzymania. albo jakieś 'jesienne przesilenie' już przyszło ;).
      ...ale przynajmniej koty grzeją leżąc obok :).

      Usuń
    3. ciekawe, że koty zawsze mają dobre samopoczucie. Moje nie boją się nawet burzy, w przeciwieństwie do psa. Pies się chowa do szafy, albo pod kołdrę, a koty patrzą przez okno na błyskawice.
      W następnym życiu chcę być rozpieszczanym kotem:)

      Usuń
    4. moje burzy się nie boją... ale miksera owszem ;)

      Usuń
    5. a moje sierściuchy boją się suszarki ;)
      burza spoko, odkurzacz też oswoiły a mikser im bimba, ale suszarka jest im straszna.

      Usuń
    6. tak, suszarka jest złaaaaaa :)

      Usuń
    7. musiały mieć chyba jakieś złe doświadczenia z tą suszarką czyt. syn w latach szczenięcych próbował suszyć im sierść, którą wcześniej zmoczył pistoletem na wodę ;P

      Usuń
  8. Li, czytalam ostatnio artykul o randkach online i w ogole o komunikacjij przez internet, z ktorego wynikalo, ze brak mozliwosci zaobserwowania rozmowcy na zywo, jego mimiki itd. czesto prowadzi do nieporozumien i problemow w komunikacji... Pewnie musimy sie z tym zawsze liczyc prowadzac blog, piszac komentarze czy bedac na tzw. czacie.
    Mysle, ze zawsze sluchajac czyjej wypowiedzi, filtrujemy ja tez przez wlasne doswiadczenia, osobowosc, nastawienie do zycia, do innych itd.
    Biorac pod uwage chociazby oba te czynniki, nie nalezy sie dziwic, ze piszac online zbierzemy rozne reakcje...
    Na Twoim miejscu, nie przejmowalabym sie wiec az tak bardzo wypowiedziami negatywnymi itd. Choc rozumiem, ze nie sa one przyjemne i latwe do przyjecia.
    Mysele, ze warto sie natomiast zastanowic nad tym, dlaczego nas wypowiedzi innych az tak bardzo bola, dlaczego rownoczesnie te pozytywne az tak bardzo ciesza, zwlaszcza gdy chodzi w obu przypdkach o obce nam osoby?
    Nobody is perfect i - sama sobie to czesto tez powtarzam :) - warto nauczyc sie akceptowac siebie takze z naszymi niedoskonalosciami i bledami i wierzyc przede wszystkim w SIEBIE.
    Tylko Ty wiesz najlepiej, co masz na mysli i jakie masz intencje, nikt inny Ci tego nie powie :)
    Moze wiec lepiej nie traktowac innych jako lustra naszej duszy a jedynie jako jakis odprysk rzeczywistosci a przed wszystkim ich odbior swiata, bardzo subiektywny.
    Porozmawiaj sama ze soba, nie czekaj na poklepanie Cie po ramieniu przez innych, zwlaszcza obcych, nie oczekuj, ze zawsze wszyscy Cie zaakceptuja, bo to sie nidgy nie stanie, badz wreszcie sobie sama przyjacielem :)
    A jesli uwazasz, ze cos Ci nie wyszlo tak jak chcialas, sama sobie wybacz :)) i zyj dalej.
    Osobiscie wierze tez, ze kazdy z nas ma w sobie to co piekne i dobre i wieczne :) , a oprocz tego to co chwilowe i niedoskonale... i ze powinnismy sie z tym pogodzic - u siebie i u innych - skupiajac sie przede wszystkim na tym, co nas laczy i co w nas wspolne, a wiec to co uniwersalne i wieczne....
    Milego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. gosianna, większość pozytywnych wypowiedzi pochodzi od ludzi, którzy mnie znają spoza bloga. Negatywy są tylko od tych, którzy mnie nie znają- co potwierdza teorię z pierwszego zdania Twojego komentarza.
    Wierzę w siebie i dlatego jeszcze wytrzymuję to, co trudno wytrzymać.
    Trzyma mnie w pionie wiara, że moje działanie jest słuszne.
    Ale uwierz mi- trudno się nie przejąć, gdy czytasz o sobie rzeczy, które Cię przerażają. Nie chodzi tu o zwykłe lubienie, czy nie lubienie, dobre czy złe intencje- chodzi o poważne oskarżenie o podłość, wyrachowanie i małostkowość.
    Negatywne komentarze mam gdzieś, z niektórych nawet się śmieję, bo są aż groteskowe. Moja notka nie dotyczy zwykłych negatywów. Cieszę się, że nie każdy mnie lubi, bo sama nienawidzę słodko-płytkich słów. Martwi mnie to, że niektórzy AŻ tak mnie nie lubią, że ociera to wręcz o nienawiść do mnie.
    A tego się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Li a ja Cię nie znam ale Cię lubię:-)
      Za to robisz coś rzeczywistego a nie pieprzysz trzy po trzy.
      I że pociągnęłaś mnie do działania.
      Nie bój się- nienawiść zwykle obraca się w kierunku nienawidzących... Tylko oni jeszcze o tym nie wiedzą.
      Pozdrawiam z Obozowej:-)

      Usuń
    2. Ależ moja droga, ja znam Cię tylko z bloga...no i z telefonu ale jakby nie patrzec blog był pierwszy;) ...reszte wysłałam smsem:)

      Usuń
    3. smsy to jest już jakaś forma znajomości :P

      Usuń
    4. ha nawet gawędziłyśmy- to już nawet wyzsza forma:)

      Usuń
    5. Li, to ja raz jeszcze :), a pod spodem moje przemyslenia, moze na cos sie przydadza...
      Po pierwsze, to nigdy nie wiesz, na kogo trafisz online... mozesz zwyczajnie trafic na osobe, ktora czesto zachowuje sie w sposob wredny, zlosliwy i nieprzyjemny wobec innych, a jesli jeszcze do tego moze pozostac anonimowa, zwieksza to jej poczucie bezkarnosci i swobody... Popatrz chocby na komentarze u Chustki, wobec Chustki i wobec innych, np. ostatnie komentarze pod adresem Bogu ducha winnej Zorki... zazwyczaj probuje takie komentarze ignorowac, ale tym razem nie moglam nic nie powiedziec. Pytalam ta osobe po co wznieca burze w szklance wody itd. Odpowiedzi nie bylo, tylko dalsze zlosliwosci i domaganie sie uznania, ze ma racje...
      Po drugie, nie wiem, czy mozna mowic o lubieniu badz nie lubieniu kogos naprawde w tym kontekscie? Ja kogos lubie lub nie gdy go dobrze znam, online to jest tylko jedna warstwa komuniakcyjna, wylacznie slowna, w ten sposob ja nie znam naprawde tej osoby. I nawet gdy powiem ze ja lubie, lub nie, to jest to bardzo wirtualne...
      Po trzecie, mysle ze nawet pomijajc fakt ze niektorzy z tych, ktorzy Cie oskarzaja, moga reprezentowac przypadki patologiczne (a to ryzyko zawsze bedzie w przypadku publicznego bloga...), mysle, ze chyba trzeba liczyc sie z tym jako autor otwartego bloga, ze wyrazajac Twoje, nierzadko silne, emocje na blogu, dostaniez rownie emocjonalne odpowiedzi... i w zaleznosci od tego, na kogo trafisz, moga byc one negatywne badz pozytywne...
      Po czwarte, mysle, ze spoleczenstwo polskie ogolnie rzecz biorac nie jest zbyt tolerancyjne, ani dyplomatyczne, i jakos tak wielu z nas lubi sadzic publicznie innych... Mieszkam poza Polska i mam wrazenie, ze w tym kraju, w ktorym mieszkam ludzie nie wtracajasie no do spraw wiary innych ludzi, czy tego jak wychowuja dzieci, czy sa grubi, czy sie ubieraja poprawnie itd.
      biorac to wszystko pod uwage, mysle, ze nie jest pewnie latwo prwadzic publicznie blog na ktorym pisze sie o czyms innym niz np o gotowaniu ;)
      Dlatego podziwiam ludzi, ktorzy sie tego podejmuja a juz szczegolnie tych, ktorzy sobie z tym radza... Szczegolnie podziwiam Chustke....
      Znam tez blogi zamkniete, gdzie latwiej jest oczywiscie prowadzic rozmowy z odbiorcami...

      Usuń
  10. jestem pod wielkim wrażeniem.
    Też lubiłam tu zaglądać, nawet bardzo, ale chyba zbyt pochopnie oceniłam Cie jako miłą, normalną babkę.

    Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. futrzaku, nie jestem miła i nie jestem normalna? Każdy widzi co chce.
      To już przecież zostało ustalone?

      Usuń
    2. spokojnie Li- złe slowa bardziej bolą niz dobre grzeją:)Moje odczucia znasz i całą sympatię jaką do Ciebie żywię również.:)

      Usuń
    3. czasem sobie myślę- po jaką cholerę jest mi ten blog?
      I nie znajduję odpowiedzi.
      Idę robić obiad.

      Usuń
    4. Po to żeby mieć kontak z tak uroczymi osobami jak nie przymierzając ja?;)

      Usuń
    5. ha! i oto prawda się objawiła:** :)

      Usuń
    6. no widzisz, uśmiechnij sie:)

      Usuń
    7. uśmiecham się, czasem odwrotnie, ale zawsze jakoś się uśmiecham:)

      Usuń
    8. robisz jakiś obiad? Nie mam pomysłu, a musi być przecież coś wegetariańskiego...

      Usuń
    9. u mnie dziś w menu:
      krem pomidorowy
      indyk ze szpinakiem

      też prawie wegetariańskie ;)

      Usuń
    10. Li więcej dystansu do siebie. Całego świata nie zmienisz, zrób coś dla siebie...

      Usuń
    11. onian, będę szczęśliwa, jak Ty zdystansujesz się ode mnie:P
      Ciągle mi piszesz, że mam nabrać więcej dystansu, ale nie potrafisz odpowiedzieć na moje pytanie, dlaczego mam się dystansować od wymierzonych w moim kierunku strzał? Nie reaguję tam, zresztą i tak moje komentarze są od razu kasowane, więc nie mam możliwości bezpośredniej konfrontacji, a u siebie to chyba mogę pisać wszystko na co mam ochotę, prawda?

      Usuń
    12. jesteś zapewne miła
      Tylko, strasznie drążysz temat który powinien umrzeć śmiercią naturalną.
      Do obrzydzenia.

      Opinie innych, nie zgodne z twoim światopoglądem, nie znaczą wcale że te osoby nie pomogły w wiadomej sprawie.
      Aha, mnie nie musisz już z wywalać jak Selmę, sama sobie pójdę.

      Powodzenia życzę, w rozpamiętywaniu wirtualnych nieszczęść i użalaniu się nad swoim blogowym losem, też.

      Usuń
    13. No możesz uprawiać wallenrodyzm lub też walczyć z wiatrakami ale w jakim celu... Świata, ludzi nie zmienisz. Może lepiej idz na spacer, zrób coś dla siebie. Kochajmy siebie to i innym z nami będzie łatwiej

      Usuń
    14. futrzaku, temat zapewne umrze, ale ja nie zostawiam niedokończonych spraw. A że reperkusje uderzają we mnie do dziś, o czym możesz nie wiedzieć, to pozwoliłam sobie na obronę samej siebie.
      Ty może masz skłonności do męczeństwa, ja nie.


      Usuń
    15. onian, walka z wiatrakami czasem zostawia ślady- wystarczy wspomnieć Don Kichota:)

      Usuń
  11. pieczeń ze śliwkami, nawet przypaliłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, śliwki są wegetariańskie:P

      Usuń
  12. co do wegetarianskich prostych dan: o tej porze roku uwielbiam piec w poekarniku mieszanke cukinii z kalafiorem zo odrobina oleju rzepakowego, curry, soli ziolowej, pieprzu i curry, lekko podlane woda i 2-3 razy wymieszane w trakcie pieczenia, mozna tez dodac siweze liscie szalwii czy ziol prowansalskich, do tego ryz pelnoziarnisty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. mialo byc z cynamonem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. robię kotlety warzywne (zmiksowane ugotowane na parze brokuły, kalafior, marchewka, czosnek, panierowane w mączce migdałowej) z surówką z marchewki. Jedyne na co mnie dziś stać:)

      Usuń
    2. brzmi mniamuśnie :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Smacznego mam podobny obiadek z jedna zmiana kotlecik z indyka.Li ciagle sie zastanawiam jakie pobudki kieruja ludzmi by drugiemu dolozyc czy to podnosi ich ego czy przez to jak patrza w lustro to padaja w samo uwielbienie? sporo juz przezylam i za cholere nie rozumiem jak mozna byc tak wrednym na dzien dobry bo jesli ktos czy cos mi nie odpowiada to odchodze i czesc. tak latwo jest oceniac krytykowac.tylko po co szkoda zycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma co drążyć tego tematu, zajmijmy się obiadem:)
      Kotlety wyszły przepyszne, dodałam do nich jeszcze pokruszoną fetę.

      Usuń