czwartek, 20 września 2012

Basta!

W domu wszystko jak trzeba- dzieci wykończone spóźnionym trzy godziny pociągiem (zepsuł się pod Jędrzejowem, no doprawdy...) śpią, legalnie w dodatku uwolnione od szkoły, bo nieprzytomne ze zmęczenia, zupa cebulowa pyrkocze, praca zrobiona, koty nakarmione, telefon wyciszony. 
I ta tłukąca się we mnie cudowna myśl- jak dobrze, że nie pojechałam z nimi, o rety!!!
Naprawdę nie zdążyłabym wrócić na ósmą rano do Krakowa.
Czas na porządki!
A sprzątać będę na blogu, na moim własnym blogu, moim miejscu, mojej myśloodsiewni i moim catharsis.
Zbrukane zostało ostatnio, straciło swoją intymność i zupełnie mi się to nie podoba.
Biorę do ręki miotłę i wymiatam, to chwilowo mogło być miejsce na spotkanie i na pogaduszki, ale został zbyt duży bałagan, niesmak i poczucie, że jednak nie każdemu z każdym jest po drodze.
Puściłam na żywioł, zdjęłam moderację, bo już nie miałam czasu  i bardzo tego żałuję. 
Drażni mnie to i przeszkadza, bo -wybaczcie-ale to nie moje klimaty, nie mój sposób przeżywania, werbalizowania uczuć i żalu, nie potrafię odnaleźć się na swoim własnym kawałku sieci, więc błąkam się po omacku, nie wiem już kogo tu wpuszczam, kogo nie, straciłam kontrolę na filiżankami z kawą, a już  na pewno nad poziomem i tym czymś, co dla mnie ma wielkie znaczenie, a mianowicie kulturą.
Nie będę się zastanawiać, czy moje słowa obrażają niektórych z Was, czy nie.
Sami sobie wystawiacie świadectwo i sami siebie wzajemnie oceniacie. 
Ja mówię basta!
Nie odpowiada mi klimat targu, poza Kleparzem, nie mam zamiaru więcej tracić czasu na moderowanie bloga przez telefon, bo jak nie moderuję, to pękają już zupełnie wszelkie hamulce.
Bez urazy, to tylko słowa jednego nicka, do innych nicków, a ten nick ma zwyczajnie dość. 
Od razu zastrzegam, że nie generalizuję, bo były takie słowa w komentarzach, które lały się miodem na moje skołatane serce i nadszarpniętą wrażliwość, zwłaszcza tę leksykalną.
I pochowali się moi starzy, ukochani czytelnicy, przerażeni panującym tu zgiełkiem, a na to nie mogę pozwolić.
Zapraszam  wszystkich, ale na moich warunkach.
Jak nie, to nie.
Li.


109 komentarzy:

  1. mam nadzieję, że nie naruszyłam zasad... wczoraj to poczułam, szybko uciekłam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy14:43

    Uff, bo już myślałam że coć nie tak, Li dobrze, że wróciłaś. Zadnych jazgotów, to nie jest wyścig szczurów, wspomnienia są w nas, co do reszty spraw należny im szacunek trzeba oddać.
    Aninimowa Iwka z Wawy

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy14:45

    przyjmuję Twoje warunki......
    czarnawiewiorka

    OdpowiedzUsuń
  4. Klauzura znaczy. Niczym w zakonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś zrzędo kochany:* też Ci było łyso, co?

      Usuń
    2. Łyso to mam od jakichś, lekko licząc 50 lat.

      Usuń
    3. o rety, ale wyłysiałeś w młodości, czy od urodzenia?
      (szybkie liczenie:D

      Usuń
    4. Od dziecka zapuszczam tonsurę.

      Usuń
    5. fajne miejsce do całowania. Zamiast czółka, Padre:*

      Usuń
  5. cześć Dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. i bardzo dobrze, trzymaj poziom, Lidka

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytać będę jak czytałam. Będę mogła wpaść znów za jakiś czas na komentarz lub dwa? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem :-) I dzięki za porządki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, wymknęło się to wszystko spod kontroli, niestety.

      Usuń
    2. Spokojnie :-)

      Usuń
  9. wreszcie;P
    ja odreagowałam u siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozwolisz, że zostanę:)
    Nie klnę, nie piję, nie gadam jak nie wiem o co kaman, a podoba mi się tu u Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam:) z reguły jest tu fajnie;-)

      Usuń
    2. mogę zostać? :-)

      Usuń
    3. Przecież już jesteś:)

      Usuń
  11. To było ciekawe na jeden długi wieczór, noc i poprawiny następnego dnia, ale kac przychodzi, choć się go nie chce. No rzeczywiście, było, jak nie u Ciebie, czasem wzdrygało.

    OdpowiedzUsuń
  12. To zasady może napisz szminką na lustrze ;) tak, żeby każdy wchodząc mógł się zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt szósty się nie zmienia:)

      Usuń
    2. Nie bardzo pamiętam, to było coś o toalecie?

      Usuń
    3. Szczerze to tylko ten zapamiętałam ;) Chyba najważniejszy!

      Usuń
  13. Anonimowy15:08

    mnie, wczoraj rano wywaliłaś z hukiem, ale potem się śmiałaś z Dzonga, to może mogie zostać? Aba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiele komentarzy wywaliłam z hukiem tylko dlatego, że moderując z telefonu, nie trafiałam palcem w małe okienko i pukałam w opcję "usuń" :)

      Usuń
    2. :D i to właśnie jest właściwe podejście do internetu :D

      Usuń
  14. To ja sie w takim wypadku ujawniam i spiesze sie przywitac :) Chcialam zostawic komentarz juz wczesniej ale troszke mnie zgielk przytloczyl. Teraz tutaj nieco ciszej to i ja przytuptalam. Prosze o wybaczenie braku polskich znakow - moj komp takiej opcji nie posiada. Ale poza tym postaram sie pisac skladnie i bez rzucania miesem. A tak wracajac do Twojego wczorajszego wpisu to chociaz za chwil kilka stuknie mi 30stka i na codzien mieszkam dosc daleko od rodzinnych stron, to za kazdym razem jak jestem w odwiedzinach u rodzicow i zabaluje z przyjaciolmi dostaje nerwowy telefon od Pani Matki :) Pani Matka spac nie moze jak nie wie "gdzie sie szlajam". Draznilo mnie to przez wiele lat ale teraz traktuje takie telefony z rozrzewnieniem. I pewnie jesli kiedys dane mi bedzie posiadanie prywantego ssaka to tez bede siwiec na sama mysl, ze moje dziecko gdzies sie po nocy blaka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Uffff, co za ulga ! Wczoraj było tu tak duszno, że opuściłam to miejsce w podobnym stylu jak Twoje córki pociąg - zatrzasnęłam drzwi tego przedziału, bo był zbyt zapchany dzikim tłumem. Sorry, ale to są moje odczucia. Kocham Twój blog kiedy tętni w Twoim stylu !!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja doskonale pamiętam punkt szósty, obiecuję się go trzymać i zostaję.

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy15:25

    No wreszcie gdzie ten pociąg się zatrzymał w "takim Radomiu' czy pod Jędrzejowem? pkp

    OdpowiedzUsuń
  18. Li należą Ci się przeprosiny, jeśli jeszcze kogoś uraziłam PRZEPRASZAM.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, doceniam:)
      Za dużo wina? :)

      Usuń
  19. Anonimowy15:33

    Wreszcie spokój.
    Z całym szacunkiem do Anusi ale niesmak jednak pozostał :/
    Li : to ja pisałam Ci, że jesteś mądrą i inteligentną kobietą.
    I za to bardzo Cię szanuję.
    Wczoraj miałam chwilę wątpliwości, jak zobaczyłam co się tu działo, i aż nie wierzyłam, że na to pozwalasz...
    Ale dziś wiara wróciła :)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam nadzieję, że to nie chodziło o mnie ? Bo ja mało sie odzywam z zasady...

    OdpowiedzUsuń
  21. Anonimowy15:37

    I tak trzymać.
    Maria

    OdpowiedzUsuń
  22. wczoraj czytałam i nie wierzyłam...

    OdpowiedzUsuń
  23. "straciłam kontrolę nad filiżankami z kawą, a już na pewno nad poziomem i tym czymś, co dla mnie ma wielkie znaczenie, a mianowicie kulturą"

    tym czymś: mnie przyszło na myśl słowo "klasa".

    Witam się tym samym.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem tu często, komentuję rzadko. Dziś przestanę być anonimową Joanną z K. Specjalnie założyłam konto google. Mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Anonimowy16:25

    Witaj. Czytam blog Twój i Joanny.Bardzo rzadko komentuję. Też mam niesmak,za głośno się zrobiło. Joanna prosiła o bycie w myślach, nikt z grona jej najwierniejszych "czytaczy" tego nie uszanował. To jest przykre.Czas,który Jej pozostał,należy tylko do Niej i Jej Najbliższych,nic nam do tego.
    Miłego popołudnia Li.
    Pozdrawiam. Monika

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja wracam do tego, co mi wychodziło najlepiej od lat: czytania Twoich notek w zaciszu własnych czterech kątów i komentowania od wielkiego dzwonu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  27. Rozumiem i akceptuję, grzeczne byłom i będę :) domyślam się ze blog to miejsce intymne (może to i paradoks) i autor chce mieć u siebie SWÓJ ordnung.

    OdpowiedzUsuń
  28. Anonimowy16:41

    Uwielbiam porządek. Wszędzie...
    Pozdrawiam I.

    OdpowiedzUsuń
  29. Anonimowy16:52

    Nie komentowałam ostatnio, bo u mnie jakoś niezbyt radośnie było, a żeby komentować to co u Chustki to słów mam za mało... Nawet tych komentarzy tutaj nie czytałam. Ale chętnie zostanę na twoim blogu, na każdych zasadach. W końcu jak się jest w gościach to należy się do panujących zwyczajów zastosować.
    Pozdrawiam Klarysa

    OdpowiedzUsuń
  30. czasem życie wymyka się spod kontroli, tym bardziej goście :))

    OdpowiedzUsuń
  31. Anonimowy17:16

    uffffff:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Anonimowy17:17

    Ja pomilcze, to ich czas....
    zupełnie nie nasz....

    czytam Cie cały czas

    Monika (prawie z Krakowa)

    OdpowiedzUsuń
  33. To wszystko co się dzieje dowodzi tylko i potwierdza fakt...NIE CZYTAMY ZE ZROZUMIENIEM! a to "zrozumienie" zrozumcie jak chcecie

    OdpowiedzUsuń
  34. Anonimowy17:21

    Jeszcze raz Monika

    Twoje życie to takie moje drugie życie w Krakowie, jest w nim Kleparz, twoj zawód jest moim wymarzonym (nie zawsze robimy w życiu to o chcemy), a swoim zadziornym charakterem i piórem przypominasz moją ex przyjaciólke, tylko że ty jesteś tutaj.
    To tak dla wyjaśnienia....

    OdpowiedzUsuń
  35. Anonimowy17:38

    Trafiłam przez blog Chustki. Tam przywiodła mnie choroba taty:(
    Jeśli pozwolisz, będę czasami zaglądać:)
    Marta-Kraków:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Li, porządki dobra rzecz.

    OdpowiedzUsuń
  37. Anonimowy17:50

    Czasem jest tak, że człek budzi się na kacu, z trudem przypominając sobie co nawywijał nocą. Zdarza się to najprzyzwoitszym.
    Baśka spode Krakowa

    OdpowiedzUsuń
  38. lubię porządek - trafiłam od chustki, a do chustki w sposób mało typowy...i zostałam - ale nie chciałam pozostać w klimacie ostatnich komentarzy i ciągłego odświeżania przez gawiedź....
    i trafiłam tu - cichutko siedzę...

    OdpowiedzUsuń
  39. Ostatnio gdzieś to usłyszałam lub przeczytałam , ale jak dla mnie, to perełka: "Zanim coś powiesz , upewnij się ,że język jest podłączony do mózgu " !!! Li, Staram się o tym pamiętać, więc może pozwolisz żebym czasami mogła u Ciebie pobyć ?

    OdpowiedzUsuń
  40. Kochana, nie mam pojęcia co się działo przez ostatnie dwa długie dni, bo weszłam właśnie do domu- byłam na koncercie Bacha w Dublinie, a grał Nigel Kennedy i Jarek Śmietana ( jak ja chciałam, żeby grali do rana!!!)- ale jakiekolwiek zmiany wprowadziłaś, ja się dostosuję. Jestem gościem u Ciebie i jak każdego gościa, rzeczywistego czy wirtualnego, obowiązują mnie określone zasady. Jestem za:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego nie straciłaś i to jest Twoim wielkim zyskiem:)

      Usuń
  41. Ja przyszłam z bloga Chustki, mogę zostać? Będę grzeczna, obiecuję :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Przez kilka dni udalo mi sie zrobic kilka rzeczy.
    Ulepilam ruskie pierogi,przeczytalam 2 ksiazki,posprzatalam ogordek przed zima i zgubilam haslo do poprzdniego konta.
    Udalo mi sie tez wybuchnac sloiki z jezynami i teraz caly sufil i okoliczne okolicznosci sa fioletowe...sprzatac czy sie wyprowadzic?
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym się wyprowadziła ;> wyobrażasz sobie, ze to sie zamaluje? :D

      Usuń
  43. Pusciły emocje, bo są emocje- ogromne, akurat w tą stronę puściły. Ja obca zupełnie, nie znam Joanny, dlatego piszę Joanna nie Aśka. W tym wczorajszym pisaniu poczułam ją mocniej i zaczęłam rozumieć, wcześniej nie bardzo, bo trochę z innego świata- jaka jest, bo ciągle jest i będzie ile da radę. Nie wiadomo jak tam teraz u niej jest, czy rzeczywiście pomarańczowo? Czy w obliczu śmierci, bólu to co wydawało się być ważne, wciąż jest ważne? Bardzo trudno w takich chwilach wiedzieć jak się zachować, by nie przegiąć czy w stronę świeczuszek- sic., czy pytań nie na miejscu- ała, czy pożegnania w radosności- mimo wszystko to mi było najlżej udźwignąć. Przyszłam tu sobie, w cichości czytałam i byłam sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się już znamy z maili. ;)

      Usuń
    2. Znamy się troszeczkę:)

      Usuń
  44. Tak sobie jeszcze myślę, że może gdzieś Cię Li w tym Krakowie mijam? :) Niby wielki a wcale nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dziś będę szukać zielonych oczu;-)

      Usuń
    2. My się na pewno mijamy. Pozdrawiam z okolic Kleparza. Właśnie przeczytałam od początku do końca i jestem pod wrażeniem, pozdrawiam ciepło, Monika

      Usuń
    3. od samego początku? Bohaterka:D

      Usuń
    4. No tak, od samego, oba blogi im dalej czytałam tymbardziej mnie wciągało, zwłaszcza, że tak wiele z tego to moje klimaty i okolice. Miałam ostatnio trochę nieprzespane noce (dzicko zafundowało trochę strsu, jak to tylko dziecko potrafi - dziecko dodam dorosłe) i tak sobie czytalam co noc do drugiej ( gazet nie lubię), a że pióro i dowcip świetne to przeczytałam i było mi tochę lepiej. M

      Usuń
    5. :) kawał życia.

      Usuń
    6. Kawał. Swoje też sobie przypominałam w trakcie, a bywało różnie. Ale chyba obie jesteśmy trochę do przodu, jakby na to nie patrzeć (choćby można na zdrowe, fajne dzieci). Wysmażyłam nawet długą notkę na temat do wysłania na maila, jak się odważę to wyślę. Nie jestem taka hop do przodu, więc może muszę dojrzeć. Napisałam w końcu jakiś kometarz na okoliczność tych zielonych oczu ( też mam, jak jestem zła to się robią pomarańczowe). A tak a propos to też pisałam na maila o kontakt w wiadomej sprawie którejś z ostatnich nocy i odpowiedzi nie mam. Wyślę jeszcze raz. M

      Usuń
  45. Li dobrze zrobiła dając pole na upust emocji. To, co przez dwa dni się tutaj wydarzyło, pozwoliło przeżyć pewne sprawy po swojemu. Zdala od histerii i lamentu płaczek. Powspominać, poopowiadać. Fajnie. Złem byłoby tych ludzi wygonić. Ale faktycznie, gdy już przycichło: rozsuńmy meble na ich dawne miejsca, postawmy wszystkie wazony, pozbierajmy kieliszki i puste butelki ;). Nastał nowy dzień.

    OdpowiedzUsuń
  46. jak tu cicho o zmierzchu...dzisiaj:)) i miło...

    OdpowiedzUsuń
  47. Dobrze, że wszyscy jesteście...

    OdpowiedzUsuń
  48. Przyjdzie walec i wyrowna ;).

    OdpowiedzUsuń
  49. a ja w kwestii PKP...;) w ubiegłym roku mój maż był zapragnął odbyć podróż pociągiem na Mazury jako, że nie pamiętał kiedy ostatni raz pociągiem podróżował.Rzecz działa się w długi weekend koło 11 listopada. Na moje uwagi, ze będzie dużo ludzi, bo to 11, stwierdził, że pewnie wszyscy "wypodróżowali" się na 1-ego i nikogo nie będzie. Z Poznania jeszcze jakoś poszło. W drodze powrotnej na trasie Olsztyn-Poznań w Iławie ludzie nie mieścili się już do pociągu, więc konduktor zarządził przymusową, nieplanową przesiadkę na dłuższy skład podstawiony w Toruniu.Po szaleńczym biegu po peronach w celu szybkiego zajęcia miejsca siedzącego, mąż mój stwierdził, że nie będzie miał nic przeciwko temu, jeśli konduktor będzie mówił do niego "Guten Tag" ;)
    dobrze, że dzieciątka szczęśliwe do domu powróciły;)
    Miłego wieczorku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w kwestii PKP po powrocie moich dzieci w okolicach południa mam wiele do powiedzenia:
      Po pierwsze w nocy z trudem wsiadły do pociągu. Nie było nawet mowy o znalezieniu wagonu z ich miejscówkami. Młodsza podobno zasnęła na stojąco. Nie mogąc już wytrzymać zaduchu i tłoku wysiedli w Radomiu (przysięgam, nic nie mam do Radomia-piszę tak, bo dostaję komentarze z pogróżkami;-)), i tu zaczęła się odyseja: ponad godzinę czekali na stacji benzynowej na pociąg do Skarżyska-Kamiennej. Uciekając tam nota bene z dworca, bo było tam pełno zaczepiających ich żuli (absolutnie nic nie mam do dworca w Radomiu:D Stamtąd złapali pociąg do Jędrzejowa, który zepsuł się w polu pod Jędrzejowem i stał tam prawie trzy godziny. W Jędrzejowie dopiero wsiedli do pociągu do Krakowa, Młodsza śpi do teraz, Starsza nolens volens musiała wstać na kurs prawa jazdy. Ale są zachwycone koncertem i w sumie myślę, że to będą pamiętać.
      Za każdym razem oczywiście konieczny był zakup innego biletu!
      Najważniejsze, że są.

      Usuń
    2. PKP to mój ulubieniec. Ostatnio trasę Bydgoszcz-Gdańsk pokonałam okrężną trasą przez Iławę, a pociąg miał "tylko" 5 godzin opóźnienia. Nie było konduktorów, żeby poinformować nas co się dzieje, w pociągu było przeraźliwie zimno, nie było Warsu, ani nawet jeżdżącego bufetu a jak w końcu konduktor się znalazł to na pytanie kiedy dojedziemy do Gdańska umiał mi odpowiedzieć, że opóźnienia mamy 3 godziny. Ba, ale te 3 godziny to były w momencie dojazdu do Iławy, gdzie cudownie konduktor się znalazł... Ech szkoda pisać naprawdę. Prosto z pociągu, brudna, zmarznięta na kość, pachnąca ulubionym zapachem PKP, wpadłam spóźniona na spotkanie. Jakoś poszło, ale szczęśliwa nie byłam. Potem do domu, prysznic, coś zjadłam i przytomna obudziłam się na drugi dzień rano w okolicy 7.
      PKP mówię stanowcze: pocałuj mnie w d****


      PySy.
      Czytam regularnie, pisuję raczej mało. Mogę zostać?

      Usuń
  50. Anonimowy20:28

    za oknem jesien juz- drzewiej bym jechala do Krynicy by z gory parkowej patrzec na piekne kolory drzew a dzis wygladam przez okno szpitalnego pokoiku w sluchawce spiewa Rassell Watson cudowny tenor. /coz jak mowi ktos w bialym fartuchu taka karma/.Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy20:37

      Przepraszam LI ze dorzucam ale sprostowanko musialam Russell Watson Marta

      Usuń
  51. A moze ktos ma ochote na wrzesien w Sopocie?
    Zapraszam serdecznie;)

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja mam ochotę, ale niestety niczego więcej. Uwielbiam Bałtyk jesienią, mogłabym tam zamieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  53. Moge wyslac kartke,garsc piasku,filmik z molo,mewie pioro i ze 3 muszelki.
    Pomoze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i powietrze w butelce:)

      Usuń
  54. Jod sie osadza na szyjce:) lepszy sloik.Mam kilka-po jezynach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie w domu kiedyś wybuchły śliwki.
      Ale i tak nic nie przeskoczy latających jajek na twardo, którym wygotowała się woda:)

      Usuń
    2. dobre :)
      u mnie w kwestiach kulinarnych, mąż kiedyś chciał wstrząsnąć musztardą i potrząsnął, a że była niestety otwarta to wylądowała na suficie.

      Usuń
  55. Lece bo chce,lece bo zycie jest zle...

    OdpowiedzUsuń
  56. Twój blog, ale: kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera:D
    szkoda że najpierw udostępniłaś przestrzeń prywatno publiczną a potem myk i nie ma.
    no ale końcu to Twoje akwarium.
    Może za dużo wczoraj czeskiego spirytusu, przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czeskiego lepiej nie pij:)
      Tak, udostępniłam. To był błąd i to ja za niego płacę :)

      Usuń
  57. kawę wypili , porcelanę wytlłukli a konfitury też wyżarli ?

    OdpowiedzUsuń
  58. I znów powieje nudą ;D

    OdpowiedzUsuń
  59. w klimacie "czeski"
    w liceum chadzalam na wagary do kina Zak w Gdansku Wrzeszczu.
    Przed poludniem grali tam czeskie porno.na zawsze zmienilo to moje zycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy22:27

      Li, czy pozwolisz na dwa słowa do Magdaleny z Sopotu? ;)
      Pozdrawiam z okolic Gdańska Wrzeszcza. Spędziłam w tym ŻAKU ostatnie zawodowe 7 lat. ;) Odeszłam z końcem lipca pragnąc zmian. ;)
      Mały ten świat... ;)
      Gunia

      Usuń
  60. Anonimowy21:40

    Li, pisałam wcześniej ale może przeoczyłaś, bo dość gwarno tu było, chodzi o wczorajszego maila, nie otrzymałam odpowiedzi
    pozdrawiam Ulka

    OdpowiedzUsuń
  61. o waznych rzeczach zawsze trudno.ja staram sie o waznych rzeczach mowic prostymi slowami.bez wydziwiania,kombinacji alepjskich.
    biale jest biale.
    jak zaczynam kombinowac to zawsze przekombinuje-ten typ tak ma.
    "kiedy z serca plyna slowa uderzaja z wielka moca..."

    OdpowiedzUsuń
  62. OGŁOSZENIE PARAFIALNE:
    Donoszę, po otrzymaniu informacji i pozwolenia na jej ujawnienie, że po przeczytaniu kilku blogów (w tym mojego niestety),
    Aśka dostała szału, od razu lepiej się poczuła i być może za tydzień wyjdzie ze szpitala.
    A wtedy nam pokaże.
    Z całego serca radzę gasić światełka i ukryć głęboko wszystkie pomarańcze.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Zablokowałam możliwość dodawania komentarzy pod tą wiadomością.

    Przeraziła mnie treść niektórych z nich, a zwłaszcza tych informujących mnie, że mam obowiązek umieścić tę wiadomość na blogu Chustki, by niektórzy mogli spokojnie zasnąć dzisiejszej nocy.
    ...
    Cieszcie się tym, że Aśce lepiej, że czuje mniej bólu.
    I nie twórzcie teorii, fakty mówią same za siebie.
    ...
    (Usunęłam też fajne komentarze, ale jak mus to mus).
    Dobrej nocy.

    OdpowiedzUsuń