czwartek, 27 września 2012

Oświadczenie.

Wczoraj udała mi się zawodowo wielka rzecz, ale maksymalnie na niej skupiona oklapłam wieczorem jak balonik z odpustu.  
Uszło ze mnie powietrze, został gumowy, nietwarzowy  flaczek. 
I tak się czuję i dziś. 
To chroniczne zmęczenie zabiera mi chęć do życia, co trochę napompuję się pozytywnymi stronami życia, to albo mam wbitą szpilkę i bezradnie sssssyczę uciekającym powietrzem, mając w dodatku odgórnie dany zakaz reakcji (a nie ma to jak międzyblogowa pyskówka uroczo podnosząca adrenalinkę) albo ponoszę wysiłek życiowy tak wielki, że nie mam siły na samopompowanie. 
Dziś już czwartek- nic- nie -wartek, dzień  wypełniony szczelnie w kalendarzu zajęciami,  na które nie mam najmniejszej ochoty. Próbuję wejść na właściwe tory od szóstej rano, po dwóch latte życie jest trochę bardziej znośne.
Byle do piątku- dam sobie samej zakaz pracy i zajmę się przyjemnościami- tarasem, snem,  przytulaniem dzieci, głaskaniem kotów i psa. 
Wczoraj dostałam maila od Joasi, wzruszył mnie, zacytuję tu tylko ostatnie dwa zdania:

"Dziekuje bardzo za cala Twoja troske, jestes wielka.
Wracam spac.

Wysłano z BlackBerry® smartphone w Play"

W związku z tym po raz kolejny oświadczam,  że wszystkie wbijane we mnie
szpilki,
histeryczne reakcje,
oskarżenia z wypływające z kompletnej  niewiedzy,
i ostre słowa,  świadczące li i jedynie o niezrozumieniu istoty sprawy
-mam w dupie (jakkolwiek to brzmi). 

Miłego dnia Wam życzę, wyłączam możliwość komentowania, bo nie napisałam niczego wartego skomentowania.
Całusy!
Li.


Brak komentarzy: